Drzewa otulone spokojem
Spacer ze wspomnieniami
tuż za mną...
jeszcze nie chcę tego zostawić,
skrzypiąca świadomość
kolejnej euforii
przenosząca nasze życie
w tą przyszłość
tuż za blaskiem kolejnej kamienicy,
i my, znów sobie bliźsi
przywitamy się po kilometrach
podróży
z nadzieją darowanej młodości
płomienną,
zachwyceni preludium świeżości...
Widzisz jak biało...
przez Ciebie,
przeze mnie,
te kwiaty rozsiewasz gdzieś w pośpiechu
a mój dom bez nich szary
pragnę ujrzeć twe niebo,
tęczę i sukni szelest usłyszeć
tak blisko.
Tak biało -
czy jeszcze zdążę
ucałować niezmienność spojrzeń,
czy uścisnę stokrotki dłoni,
Wiosno wróć proszę !
W sukience czerwonej, czerwonej
przybędziesz do mnie, przybędziesz
wyciągniesz ku mnie swe ręce
i pierwsze słowa wypowiesz
a może przytulisz się
lub iść na spacer zechcesz,
prosto w wiosenne słońce.
W sukience czewonej, czerwonej
pójdziesz ze mną ku dniom
przepięknym, ku słowom
ze źródła czystego...
     i wtedy będę lepszy
przez Ciebie.
Jestem w tej pamięci
blaskiem swoich słów
rozproszony -
na dni i miesiące,
jestem w czasie smutnych chwil
i kiedy śpisz,
jestem, gdy mrok i świt
milczą
tak dobrze jest żyć, w Twoim sercu.
Często zagubione
wśród tłumu ulicy
i w sednie spraw ważnych
jednak są
ponad głowami,
ponad tchnieniem
tego miasta,
związane z nadzieją
spojrzeń, trwają uczynkami,
są nasze
na własność.
Stworzyłem dziś
Historię,
Patrzyła z żalem
Na naszą siostrę
Przyszłość.
W jej ręku
Była kostka
Rubika.
Wokół mnie
Jest cisza,
Jej falujące uderzenie
Dochodzi do mych skroni
Urwany fragment rzeczywistości
Zakołysał się cieniem nocy
Zza okien przyglądał mi się
Jej chłód...
Włożyłeś na jego skronie
Śmierci cierniowej swoją koronę,
Wpół złożyłeś jego dłonie,
Boże! Czy widzisz, jak płonę?
Widzisz, jak krwawi me rozdarte serce?
Boże! Wśród świętych daj mu miejsce!
Widzisz, co zrobiłeś...?
Usiadłem na kamieniach,
Stałem się rzeźbą
Frasobliwego,
I uwieczniono mnie
W kolorach kliszy.
Wiem, już z czasu mego
uleciałaś, ku brzmieniu innego miasta,
czekam teraz, jak zwykle cierpliwie,
wiem pamiętasz, o moim oddaniu
licząc godziny szczęśliwe
w tamtym mieście,
pamiętasz, wciąż chcę być lepszy,
lecz to Ty jesteś z nas dwojga
iskrą  jaśniejszą,
słów chciałbym więcej
pod moim niebem,
wtedy lepiej jest
w pamiętnym mieście istnieję...
Znasz takie miejsca,
gdzie jest zielenią zacisznie
i błogo - i czujesz słodki czas
odpoczynku już teraz,
znasz takie miejsca
gdzie radość końca nie ma,
i obdarzone nią siewy
dojrzewają złociście,
jeszcze tylko została
stepów suchych wypalona
niepamięć.
Twój świat dla mnie
tajemniczy - daleki,
choć słów twoich
już się nauczyłem,
          jest inny, pewnie lepszy,
twój świat dla mnie
niczym toń wielkiego morza
nęci pragnieniem, zgłębienia
ten świat -
niech otworzą się dla mnie
wszystkie jego kolory
i słowa.
Oto w jasności kolory
ubieram swe myśli -
choć to już wieczór
trwa ze swym księżycowym
płomieniem,
lecz jasność ta jest inna -
niczym nieba skrawek
poranny,
i jak ono zasklepia się
nade mną,
oto jasności kolory
roztoczyły swe okręgi
na tafli mego istnienia -
dzień kończy się
radością.
Oto bliska mi
Gwiazda
Promienie złożyła
Na szczycie góry -
W początku mego świata.
Pozostaw mi słowa
Gdyś jest tak
Daleka,
Otulą pamięć
Nie będą zapomniane,
Pozostaw mi
Słowa
Oddane,
Teraz
Bo potem
Znów się spotkamy...
Od kiedy ciebie nie ma
inne zupełnie są dni,
pamiętam jasny pokój
i świecy tańczący ognik,
pamiętam ciebie szczęśliwą
od kiedy jesteś
w mych myślach
inne zupełnie są dni,
nawet św.Wit
rzadziej odwiedza mnie
czy jeszcze oddasz
myśli swe
na przechowanie,
wciąż nam brakuje
wspólnych dni.
Oto zdobyte gór świty
mocą tak piękną, bo mocą wprost z duszy,
której nieszczęście zazdrością swą nie skruszy,
i poznasz skarb tych skał zamknięty
w powiewach wiatru, nadziei kąpieli
że noc się rozjaśni w gwiazd ferii blasków,
że dni przyszłe powstaną w cieple swych brzasków,
i odejdzie precz zło, cośmy go nie chcieli.
Oto przestrzeń pod Tobą - całość świata,
piękność Północy, lazur Italii
upał pustyni - świetlistość złota,
to piękno jego ból ciała oddali
ja jeszcze zdobywam szczęścia góry strome
pokorny kamieniom,
oddaję się w niezapomniane, przyjaźniom,
odrzucam zła plugawą zasłonę.
Gdy jestem daleko poza nim,
lub tylko na sąsiedniej ulicy,
nie pozostawiam w nim ciszy -
wypełniasz sobą pokoje
gdy ja wciąż rzucam cienie
na podłogi tego domu,
kiedy opuszczam go
nie zapominam o Twoich myślach,
choć inne tańczą wokół mnie...
to dla mnie radość i wiara,
siła nad wszystko.
Gdy jestem Mamo poza nim
                 trwam miłością w Tobie...
Już pięknie jest
i chcę tak dla ciebie,
wiosenność oddaje nam
w posiadanie kolorów naręcza,
na ulicy pachnące konwalie
z uśmiechem sprzedaje mi kwiaciarka,
widziałem tęczę -
zazdrościłem, że tak daleko
sięga jej kres, aż do ciebie,
już pięknie jest
czekam lata...
Jeszcze nic się nie stało
nie ma żelażnych kurtyn
i ostatecznych rozwiązań,
okna otwarte na wiosnę...
widzisz,
jest cieplej, choć pora nocy,
jeszcze z twoim imieniem
łączy się szczęście,
rychły poranek zza okien
rozświetli mój pokój
jak twoja obecność,
jeszcze nic się nie stało - złe można zmienić.
Jeszcze czuję tchnienie nocy,
moje słowa jak wiatr
lekko, niewidzialnie
zostają na twych ustach,
jeszcze srebrnych iskier telegrafem
przesyłam jasność mego umysłu
czysty dźwięk mego imienia,
nocą, co w ciszę strojna
tacy bliźsi jesteśmy sobie,
nocą, która we dwoje
bezsenna...
Oto słów garstka jak gołąb doleci,
być może rozsypie się na ostrzach fal,
lecz myśli
będą niczym wiatr
zawieją cały świat, aż po okna tego domu
w którym miłość moja trwa...
Przede mną jesienny pejzaż
roztacza swą tęczę
i wiatr otula mój kołnierz
wyganiając z parku,
drzewo czerwieni
dopiero wczoraj grało zielenią
dni jakby chwilą
a przecież codziennie sprawdzałem
rozkwit zieleni...
wracam aleją upadłych liści,
ja i mój pies.
Pamiętam - tego dnia pojawił się
ze słońcem,
krople radości wprost z nieba
przemienił w tęczy kaskadę
do swego domu tę radość zabrałem
i kosztuję w chwilach ciszy...
                 pamiętam ten czas jesienny
zawsze czekam na barwy radości,
wtedy on zostaje ze mną,
wiosenny...
Chciałbym zapomnieć,
że czas tak nieubłagany jest
i powrócić do dni
w których radziłeś mi jak żyć,
teraz blady świt
trąca skry znad moich okien,
chciałbym zapamiętać
jak żyłeś, i wszystkie słowa,
w pośpiechu dnia jesteś ze mną -
czuję cierpkość papierosowego dymu,
czas odbiega maratonem zdarzeń
gubiąc z dnia najcenniejsze
chwile...
Tak myśli moje
z wierności tworzone
w świat twój wplątują
mej duszy zakamarki,
i wiesz kiedy dzień
łączy się z nocy spokojem,
trwam w pamięci
słowami, imieniem,
jesteś posłańcem radości
i lubię gościć u siebie
ten błysk promienności,
tak myśli moje
w tej sile trwają
niezmiennie.
Jest więcej dla pamięci
wspomnień z tamtych dni
niźli słów niewypowiedzianych
z ostatnich miesięcy,
jest więcej radości
wspólnych spotkań
niż ciszy drgającej
po bezdrożach czasu,
i choć cię nie widziałem
wiosno, w kolorach brązu i czerwieni
wciąż jestem niedaleko,
a miękki puch,
nie przykryje świeżości zieleni
wiosno...
Słowa me, myśli oddałem w twe dłonie
jeszcze drżące od chwili powiewu ...
otwarte teraz na pejzaż słoneczny,
i dni nadchodzące,
pozostawią gęstość atramentu
na ich przemijanie,
słowa me z rąk twych
rozdane ...
Zawsze odnajdziesz mnie
w najskrytszym miejscu
swego świata,
i nie będziesz szastać samotności kieszonkowym,
bruk ulicy
wchłonie śladów białe plamy
i świt się roziskrzy,
zawsze pozostanę
w tlącym zachodzie dni
czas nie będzie ważny,
jestem stale -
w jasnych barwach...
- Tyle już masz z czasu mego
                                w dłoni,
- tyle spraw...
- już nie wiem czy ukryję
resztki tajemnic
- wciąż ciebie odkrywam...
- nawet ot tak - niechcący,
- lecz jestem...
- jesteś, jak miód krzepiący,
chwytasz chwile złe...
- ... i zamieniam je...
- w ułamek szczęścia
- jest dobrze...
- jest świetnie,
tyle już masz z czasu mego
                                w sobie.
Być może ten dzień
przyniesie mi twoje spojrzenie
uśmiech i uścisk dłoni serdeczny
lub aksamit głosu
upragnione...
niecierpliwie czekam poranka
w pościeli umykających snów,
które obłudnie obiecują bliskość...
z każdą minutą łączy nas
ten dzień.
Być może wrócisz
zza fale oceanu,
jednak tylko ze mną...
Już minął...
tylko z głosem cichym
jak ten zmierzch,
jeszcze dwa dni pozostało
na zmianę decyzji,
a potem inne znów będą świty,
i pory roku
w moich dłoniach twe odbicie
księżyc oświetla jasno,
jeszcze czas
może zdążę spotkać ciebie
w blasku mojej gwiazdy...
Dzień rozpoczęty pamięci obrazem,
o najważniejszym z mego życia
Przyjacielu...
przynosi mi radość tę samą
z minionej jesieni,
jesteś już Alexandro
szczęścia kropelko,
czas oczekiwania wypełniony
godziny tylko liczę
gdy na mych rękach ułożona
uśmiechem przywitasz...
Naucz,
naucz mnie siebie od początku
tak bym nie zapomniał
wszystkich wspólnych godzin,
dalekiemu światu powiedz nie
choć i tam jestem
popołudnie skąpane w kolorach
oddaję...
i łyk historii, jak zimna herbata,
bez ciebie
nie smakuje.
Gdy odwiedzam to miejsce teraz,
coraz piękniej jest
rozkwitłe pąki kwiatów
nasycone wiosną
chciałbym tu przyjść gdy będziesz
i poprowadzić za rękę,
dziś ze mną tylko pies
sprawdza ulubione miejsca,
spóźniony dzień schyla już swe niebo
a tam jeszcze zenit,
i myśl moja
bez granic....
Jak piorun w skałę uderzyłaś śmiało
chcąc uczucie strzaskać,
a ono na moment tylko oniemiało
bo mocą kosmiczną porażone świecić
zaczęło jej blaskiem,
a może nie chciałaś niczego ponad myśl
skrzącą, echo głośne śmiechem.....
jak bańka mydlana czar błazeński prysł
choć moc przyjaźni tej nie roztrzaskana
szczytowi skały przyjrzyj się we mgle,
tam rysy czerń niczym rana
boląc, odbiera nocy sen
jak księżyc słońcu odbiera promienie
ty, będąc z daleka, błyskawicą trafiłaś nadzieję....
bo błazen nie zostanie rycerzem
na widok jego wielu się śmieje....
***
Przyszło mi dnia tego godziny
wspomnieniem okryć w miejscu,
gdzie kiedyś razem - szczęśliwi
witaliśmy gwiazd uśpienie,
widoczne ślady nasze
nie zniszczył
drapieżny pazur lat i zim,
wciąż naszych głosów
pośród drzew
słychać drżenie
i jest ławka którą chciałem
innym pozostawić
z twym imieniem.
Kiedy zjawia się, wszystko wokół promienieje
i lepszym się staje,
czas od początku przebiega swą drogę
przez grudy marznące na chodnikach
i wiatrem w szalikach,
jeszcze o więcej jego ciepła poproszę
tak by świeżość wiosny - bliższa nam
zakwitła,
ten uśmiech przyjmuję
na zimnych dni
ogrzanie...
Myśli...
w taki dzień rozprzestrzenione
po wszystkich kątach,
wspominają rozmarzone, tworzą obraz nowy...
ubrane w zieloność i aksamit
już nie liczą mijających w cichość dni,
przywitają jak zwykle, kolejne...
z rozwagą i uśmiechem.....
Szmaragdowe półcienie odbijają się
w zaćmieniu Księżyca,
noc nie taka, jak codzień
próbuję przez okno dojrzeć
lecz już zgubiony,
jak za dnia...
pozostało mi podziwiać
odblask szmaragdowy.....
Ona ma w sobie ciepło i nadzieję,
taką, że czekam tylko
by się w niej schować, nadal być promiennym,
ma miękkość atłasu tak delikatną
że ach strach naruszyć spojrzeniem...
a jednak do niej tęsknią oczy moje
w jesieni niezwykle wiosennej.
I znów z poranków umykasz motylu
rosą błyszczący i słońcem,
które ze znaku letniego...
w wieczór cichy,
te ulotne chwile, gdy przede mną lśnisz
pragnę zamienić w godzin trwanie,
w mej dłoni
odczuwać delikatność twych skrzydeł
i tylko tęsknię,
bo najpiękniejszy jesteś
w powietrznym karnawale....
Wszystko pierwsze już było
i uśmiech i słowa, kroki,
na śliniaku mleko
i uścisk dłoni
pierwsze zabawki - już zapomniane,
jak spacer
i jest ten tak ważny
rok pierwszy,
rok barwny...
Podpaliła duszę jasnym płomieniem,
ogarnęła całą , gdzie białe i czarne drgało
na radości kobiercu,
swoim dymem czystym zatruła
po uszy,
soczystością zaspokoiła pragnienie,
pod stopy rozkłada swe źdźbła
by kroki miękkie i ciche
nie wzbiły burego pyłu,
kiedy ułożysz się w niej
tak spokojnie jest...
Weź mą dłoń, oto czeka świat
na kroków naszych równy rytm,
tam, wśród drzew słyszę ptaków
trele, słońca błysk poranny,
spływa kroplami w cienie...
poczuj na ustach swych, jak me imię brzmi
jak drga w pocałunku,
zlęknione
zapamiętaj jego ciepło, stałość jego,
niech na twojej piersi kładzie się bursztynem...
Nigdy tak pięknych nie napiszę słów,
które by nutom tym dorównać mogły
wznieść się na szczyty
i... pozostać - moje
na wieki,
jak te dźwięki
na wieki Jego
Polskie.
Tuż obok przysiadł
pod parkowym drzewem
ubranym w pierwsze kolory jesienne,
by odpocząć od zgiełku, spojrzeń ciekawskich
wieczornym tchnieniem, delikatnie
w niebo wypuścić nocturnu brzmienie,
i z dala przechodzień usłyszy
melodie
w których tęsknota i miłość,
najwyższe oddanie
do miejsc zapisanych
jego imieniem...
tuż obok przysiadł
z wdzięcznym uśmiechem
w palcach rytm bił o kolano
każdy go poznał, lub pozna na pewno
w preludiach, mazurkach
w słowie najświętszym: Polska,
co drga w sercu chłopięcym
a imię jego - Fryderyk...
Pożegnać mam Ciebie...
gdy słowa grzęzną
na ustach, zdziwione,
twoja twarz już taka spokojna,
pożegnać Ciebie...
tu głos się urywa,
niczym kwiat zerwany - więdnie...
nasze rozmowy niedokończone
odmawiam
takiego pożegnania,
bez uścisku dłoni - serdecznej
wierzę w spotkanie kolejne...
Ile jest w nas tych spojrzeń
ciepłych, rezolutnych
ile z każdego dnia Ciebie,
kiedy znikasz w swoim świecie
wśród stosu spraw ważnych
uśmiech czarną perłą
a diamentem słowa
które rozdajesz
jak cenne okazy -
z namaszczeniem
ile jest w Tobie
z myśli naszych, śladów
gdy obok nas skupiona
przemykasz ledwie cieniem.
Lato lepsze jest, gdy słońce w zenicie
drzewom liście ogrzewa,
i łąkom mieni się kwieciście
lepsza wówczas ziemia,
rodząca owoce płodów
piękniejsza jest wiosna
łamiąca krę z tafli jeziora
swoim początkiem,
z ciepłych spojrzeń
i lepsza jest jesień
kolorów pejzażem
nostalgię łamiąca...
za latem
i tylko zimy nie lubimy
częściej, bo się kojarzy
z niechybnym końcem,
z tęsknotą po tym co za nami
to co nadchodzi
lepszym się staje
bo omija... koniec,
tylko zmienia się łagodnie.
Oto z chmur opadają
prosto w Twoje dłonie
promienie jaśniejące
nadziei i wiary,
że odtąd wszystko
co się zdarzy - tylko dobrem,
że więcej, że z Miłości dane
poniesiesz, rozsiejesz
dalej i dalej
w inne serca, dłonie,
dzień kolejny, dzień pierwszy...
w jego brzasku
skąpane
świeże kwiaty wiosny.
To jeszcze nie ta chwila,
by rękę podnosić
dla nas nie kończy się
i nie skończyła...
miarowo trzeszczą deski
i echo słów
dociera tu,
gdzie przyszło mi akurat
zasiąść...
zamykam oczy i...
z dachu gdzieś
skrzypiec płyną łzy.
Jak co roku w mroku głębi
obsypują nasze głowy
licznych marzeń rojami
tych spełnionych i oczekiwanych,
co się w nocnym niebie
spalą
mknącą smugą,
gdy się staną
Księżyc, Saturn, Spika
niebieskich ciał troje
połączone w jedno...
Ziemi łan pokryją nam
pochodni płaszczem
nasze Perseidy -
nadchodzących dni
sierpniowych
cudem,
godziny chwały
teraz... niczym Księżyc
światła odbitego
blask oddaję.
Pamiętasz, pamiętasz gdyśmy brnęli
w centrum poprzez białe barykady
jeszcze niedorośli
już nie tacy mali,
drogę nam oświetlały
migoczące, jasne neony
spośród tysiąca
kolorami
kilka tych wspomnień
mamy,
ich blaskiem dusze nam się
grzały,
do miasta wracałeś -
niczym latarnia witały,
tu Pedant z chłopca
czynił dżentelmenem,
tam piłka do kosza
wpadała
na gzymsie spoczął
Biały łabędź,
do światowidu na seans
wciąż wchodziła para,
w czajniczku parzyła się
herbata.
Dzisiaj idziemy przez centrum
z własnymi dziećmi
i inne im światła
w oczach się mienią,
kolejnych galerii...
A ja chciałbym by wrócił ten neon
z jednym słowem zmieniony:
"Wszystkie serca, myśli, czyny
Tobie... jedyna Ojczyzno"
I jaśniał nad mym miastem.
Wśród kropli
w kolory odziane
ozdabiają Stare Miasto
małe kamieniczki,
niespieszno mi
w sobie słońce mam,
choć na dłoniach deszcz...
dziś przywitało mnie chłodem
tak, abym nie odkrył tajemnic
zamkowych i krótkich uliczek
nad którymi rosną
małe kamieniczki,
zdobyłem Wieżę -
opuszkami palców muskam
brzmienie dzwonu
Marii,
lecz tylko brzęczą
krople chłodu
i moje serce umykające,
ku miastu żółtych trolejbusów
na Krakowskim Przedmieściu
wieczór zbliża się
neonami
wśród małych kamienic.